Kategorie
Felietony

Trendy z Tik-Toka

Wstęp

Obserwując media społecznościowe, nie sposób nie wspominać o Tik-Toku, którego fenomen trwa od kilku lat. Dawno temu, kiedy nazywał się jeszcze Musical.ly chodziło w nim o to, by nagrywać krótkie filmiki z podłożoną muzyką, gdzie działo się coś na zasadzie lip dubów (poruszanie ustami do odtwarzanej piosenki lub teledysku, często przy jednoczesnym odtwarzaniu ruchowym samego teledysku przez lip dubera). Kiedy serwis został wchłonięty przez obecnego właściciela, nazwę zmieniono na Tik-Tok i tak już zostało. Idea krótkich filmików się nie zmieniła, natomiast zainteresowanie tą aplikacją rokrocznie wzrasta. Dlaczego?

Tik-Tok jako przestrzeń bycia

Dziś Tik-Tok to przestrzeń bardzo różnorodna. Dobitnie pokazuje ona, że jest miejscem wytwarzania, szczytowania i dopalania trendów, które rozprzestrzeniają się w inne zakamarki internetu. Znajdziecie tam wszystko: od przepisów na gotowanie, przez treści, które nic nie wniosą do waszego życia, aż po transmisje na żywo, w których czasem nie wiadomo o co chodzi. W dużym skrócie – jest to przestrzeń, którą ja definiuję jako miejsce do „odmóżdżania”.

Wielka trójca i fenomen

Media społecznościowe tworzą w ostatnich latach przestrzeń służącą do wyzucia się z elementarnych zasad logiki. Wielka trójca, jaką jest obecnie Facebook, Instagram i Tik-Tok to aplikacje, które bardzo często są pre-instalowane w urządzeniach z Androidem. Przyznam szczerze, że sam korzystam ze wszystkich tych aplikacji, jednak Tik-Tok to dla mnie pewnego rodzaju fenomen, który staram się zrozumieć. Niejednokrotnie dostałem od żony burę za oglądanie tych „durnych filmików”, z czym wbrew pozorom się zgadzam. Tak, jak nadmieniłem – nie wnoszą one nic do mojego życia, poza chwilą wytchnienia i zapomnienia o codziennych troskach. Mógłbym w tym czasie zaparzyć herbatę, albo zająć się dzieckiem. Może tak właśnie ma być?

Te „durne filmiki” ktoś tworzy. Użytkownicy robią to w jakimś, zazwyczaj sobie znanym celu. Podążają za trendami, tworzą je, czasem prześmiewczo wrzucają strasznie dziwne rzeczy w przestrzeń publiczną. To niepokojąco wciąga. Mam na myśli oglądanie tego typu contentu. Sam złapałem się kilka miesięcy temu na tym, że leżąc w łóżku, przez dwie godziny (ciągiem) przesuwałem palcem po ekranie, szukając w tej aplikacji czegoś ciekawego. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy o 2:00 w nocy żona zapytała mnie „co robisz?”. Spojrzałem na zegarek i zdałem sobie sprawę z tymczasowego zatracenia się w czeluściach internetowego jestestwa.

Nowa moda, nowe marzenia

Kiedyś, o osobach tworzących treści do sieci nie mówiło się „influencer”. W czasach raczkujących social mediów, używało się sformułowań „YouTuber”, „Instagramer”. Dziś wrzuca się do jednego worka tych, którzy tworzą materiały zamieszczane w internecie, nazywając ich właśnie tak, jak napisałem wyżej. Influencerzy to pewnego rodzaju status, pożądany przez młodych ludzi do tego stopnia, że niektórzy marzą o tym, by „jak dorosną, zostać influencerami”. To niepokoi, prawda? Dla mnie jest to zarówno delikatnie cringe’owe, jak i bardzo creepy. Użyłem teraz nowoczesnego języka, żeby nie wyjść na boomera, ale tak czy siak – to bardzo zaskakujący rozwój gatunku homo sapiens. Nie wiem, w którą stronę to zmierza, jednak nie widzę w tym niczego dobrego.

Jeszcze na studiach zdarzyło mi się przegadywać z moimi wykładowcami w zakresie sensu istnienia mediów konwencjonalnych, tradycyjnych (prasa, radio, telewizja). Zastanawialiśmy się nad tym, czy kiedykolwiek może dojść do całkowitego wyparcia mediów tradycyjnych przez tzw. nowe media. Kilka lat temu odpowiedź brzmiała „na sto procent media tradycyjne nie zaginą”. Czy dziś ta odpowiedź jest taka sama? Pamiętajmy, że kiedyś to prasa była medium konwencjonalnym, a radio i telewizja nowym. Później w kanonie nastąpiła zmiana i to właśnie internet stał się nowym medium. Czy za kilka lat, efektem wyparcia wydarzy się coś, co wyrzuci telewizję/radio w formie stacjonarnej na inną orbitę? Z miesiąca na miesiąc zwiększają się w tym zakresie moje osobiste obawy. Już dziś duże konglomeraty medialne przenoszą swoje treści do sieci, bo, nie oszukujmy się to, jest to dla nich opłacalne (jeśli wiedzą, jak to robić).

Tik-Tok to nie tylko śmieszne i dziwne filmiki

Poza samym faktem tworzenia, zamieszczania, komentowania, udostępniania treści na Tik-Toku, zadziwiające dla wielu osób jest to, że na tym wszystkim da się zarabiać. Jak się okazuje, wcale niemałe pieniądze. Wspomniani twórcy „czeszą gruby hajs” za reklamy i lokowania różnych, często wątpliwej jakości produktów, samemu stając się wątpliwej moralności osobą publiczną. Trzeba sobie powiedzieć otwarcie, że wszyscy influencerzy uzurpują sobie prawo do bycia osobami publicznymi. Jeśli tworzysz treści w tej aplikacji i twierdzisz, że Ty nie chcesz być osobą publiczną, to żaden z Ciebie influencer i tyle.

Na kim zarabiają Twórcy? Poza pieniędzmi za współprace komercyjne od marek, często otrzymują przelewy za tworzenie drabinek poleceń. Coś na zasadzie MLMów czy Referal Linków. Im więcej osób coś zakupi z polecenia danego influencera, tym więcej pieniędzy wpływa na konto. Tak to działa. Jak się okazuje, bardzo dobrze działa i z roku na rok rozrasta się to na większą skalę.

Coś dobrego w całym tym bałaganie? Zdarza się

Nie chcę wyjść na ignoranta, bo przecież wspomniałem, że sam korzystam z tej aplikacji w celu poszukiwania jej fenomenu i rzeczonego „odmóżdżenia”. Natrafiłem pewnego dnia na pewnego katolickiego księdza, który, jak twierdzi „prowadzi misję ewangelizacji na Tik-Toku”. Sprawdziłem, poszperałem. Faktycznie – prawdziwy ksiądz. Młody pracownik kurii diecezjalnej w jednym z mniej znanych szerokiej publice miast, pracujący z młodzieżą. Bardzo sympatyczny (według wydźwięku jego materiałów) gość. Widać po nim kapłaństwo z powołania, bo przekonanie, z jakim mówi do młodzieży na Tik-Toku bije po oczach nawet, gdy zmniejszysz jasność ekranu… Rzekł on pewnego dnia, że jego przełożeni wiedzą o jego działalności i ją akceptują, ponieważ jeśli jego pracą jest działalność z młodzieżą, to musi mieć do niej kanały dotarcia. Tego po kościele katolickim ciężko się było spodziewać na pierwszy rzut oka, ale bardzo szanuję takie podejście. Jeśli w tym całym szajsie i bałaganie ma być ktoś, kto wykona dobrą robotę, będzie usatysfakcjonowany, a do tego jego przełożeni popierają go w tej kwestii, to pięknie. Swoją drogą, w miarę poszukiwań materiałów do tego wpisu natrafiłem na wielu księży (zweryfikowanych), którzy również działają w tej aplikacji i obserwuje ich po kilkanaście, kilkadziesiąt, a nawet i kilkaset tysięcy użytkowników.

Suma sum

Mówią, że wszystko jest dla ludzi. Ja się z tym w pełni zgadzam. Nie znaczy to jednak, że zgadzam się na tak dużą ingerencję social mediów w nasze życie. Czy jestem w stanie coś z tym zrobić? Jedynie wyciąć swoje profile z tego typu platform i na tym poprzestać. Nie przewalczę czegoś, z czego korzystają miliony, a może i miliardy osób na całej kuli ziemskiej. Ważne jest jednak, by mieć świadomość tego, jak to wszystko na nas oddziałuje. Pewne jest, że tak się dzieje, a będzie tylko gorzej…

/K.N – krystian@krystiannaparty.pl/